Licznik odwiedzin

17356587
Od 2011 roku
17356587

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je ludziom prostym (Mt 11, 25).

To jest wielka prawda: Bóg objawia się ludziom prostym. Pewnie wszyscy się z tym zgodzimy, ale warto się zastanowić, na ile w to rzeczywiście wierzymy, to znaczy na ile jest to prawdą, z której czerpiemy na co dzień mądrość życiową. Raczej tego nie widać. Spotykamy się chyba dosyć powszechnie z czymś przeciwnym: rozdwojeniem w naszym życiu: co innego deklarujemy jako prawdy naszej wiary, a zupełnie czymś innym się kierujemy w naszych konkretnych wyborach. Jeżeli coś nas niszczy duchowo, to właśnie ta wewnętrzna schizofrenia. Ma ona wymiar indywidualny i społeczny. Wydaje się, że jest to dzisiaj największy problem w Kościele, i to nie tylko przez to, że Kościół traci siłę przyciągania dla ludzi z zewnątrz, ale co jest jeszcze ważniejsze, w ten sposób zdradzamy Ewangelię i jej ducha. Kiedyś Izrael, naród wybrany, musiał przeżyć całkowity upadek i niewolę babilońską, aby jego wiara się oczyściła i ostatecznie odrzucił wszelkie bożki. Bóg daje schronienie jedynie tym, którzy są Mu wierni. Jeżeli nie, to wprawdzie jest cierpliwy, czasem bardzo długo, ale w końcu przychodzi klęska i całkowity upadek – wszystko dla nawrócenia się. 

Cały dramat Izraela, który doprowadził go do upadku, co zapowiadał Izajasz, wziął się stąd, że Żydzi nie mieli w sobie prawdziwej prostoty wiary. Dzisiaj sprawa wygląda zupełnie podobnie. Prawdziwymi wyznawcami Boga nie są ci, którzy to mocno deklarują, ale ci, którzy oddają Mu cześć w Duchu i prawdzie. Kryterium prawdy jest niezmiernie ważne: być prawdziwym! Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32). 

Czym jest prostota w życiu? Z jednej strony jest to sprawa najprostsza i oczywista, z drugiej jednak okazuje się, że jest sprawą najtrudniejszą. Dlaczego?! Ten problem jest niezmiernie ważny w naszym życiu. Stale się z nim spotykamy. Dlaczego nie potrafimy być prości? Dlaczego wolimy skomplikowane tłumaczenia, uniki itd.? Ma to swój początek w grzechu pierworodnym, a właściwie na tym polega jego tajemnica. Charakterystyczny jest dialog Pana Boga z Adamem po grzechu: 

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem (Rdz 3,9–12).

Widzimy, że Adam nie umie odpowiedzieć prosto; nie mówi do Boga: „Tutaj jestem”, a potem zwyczajnie: „Zjadłem”, ale od razu się tłumaczy. I to jest prawda dotycząca każdego z nas. Dlaczego tak? Dlatego, że mimo, iż odzywa się do nas Bóg, my nie stajemy przed Nim, ale przed naszym wyobrażeniem, stajemy z lękiem i ten lęk nas paraliżuje, nie pozwalając być prostymi. To jest ów jad żmijowy w naszym sercu. Gdybyśmy prawdziwie wiedzieli, że Bóg jest samą prostotą miłości miłosiernej, to takie tłumaczenie nie miałoby żadnego sensu, byłoby nie do pomyślenia, niemożliwe. Ale jeżeli jednak tak reagujemy, to znaczy w istocie, że nie wierzymy w Boga, który jest Ojcem miłosiernym! Sprawa naszej wiary jest czymś o wiele głębszym, niż się nam wydaje. Nasza wiara nie jest w „naszym ręku”. Zaskakują nas własne reakcje, lęki, ucieczki... Rozpoznajemy przez to, że nasze serce nie jest w naszej mocy.

Refleksja nad tą prawdą i uznanie jej jest sprawą zupełnie podstawową w życiu duchowym. Bez tego wszelkie poczynania nie trafią w istotę sprawy i dlatego niczego w istocie nie zmienią w naszym sercu. Nie jesteśmy panami samych siebie. Sami jesteśmy dla siebie misterium, które mamy poznawać i współtworzyć, właśnie współtworzyć z Bogiem. Uznanie prawdy, że nie jesteśmy panami siebie, wymaga pokory i z niej dopiero rodzi się prawdziwy wzrost: Kto się uniża, będzie wywyższony (Łk 18,14). Dopiero w pokorze uczymy się słuchać, słuchać prawdziwie, a nie tego, co chcielibyśmy usłyszeć. I dopiero wtedy zaczynamy się uczyć słyszeć głos Boga. Bóg jest niezwykle delikatny w swoim działaniu. Szanuje naszą wolność jak nikt inny. Zawsze jest aktualne u Niego: „Jeżeli chcesz, to chodź!”. Ale – jeżeli chcesz! Tak odzywa się oblubieniec z Pieśni nad pieśniami do niewiast jerozolimskich: 

Zaklinam was, córki jerozolimskie, na gazele, na łanie pól: Nie budźcie ze snu, nie rozbudzajcie ukochanej, póki nie zechce sama (Pnp 2,7; 3,5).

Konieczne jest z naszej strony pragnienie, autentyczna prośba. Ponieważ Bóg, będąc delikatny, jednocześnie jest samą prawdą i żaden pozór, fałsz, udawanie nie odpowiadają na Jego delikatne wezwanie. 

My natomiast tworzymy sobie rozmaite fałszywe przedstawienia Boga. W Ewangelii Pan Jezus bardzo ostro polemizuje z faryzeuszami, ludźmi o najwyższym etosie i moralności wówczas w Izraelu. Ich dramat polegał na tym, że nie byli w stanie przyjąć prawdy, bo zasłonili sobie Boga Prawem rozumianym formalnie. Nieważne było nawet to, że Boga nazywali Panem, że swoją wiarę budowali na Słowie Bożym. I tak przecież nie uwierzyli w prawdziwego Boga. A Pan Jezus powiedział im wręcz: 

Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma (J 8,44). 

Zbyt szybko i łatwo chcieli mieć sprawę Boga załatwioną, a oto trzeba prawdziwie otworzyć swoje serce, aby prawdziwie usłyszeć Jego głos. Właśnie brak takiego otwarcia najbardziej boli Pana Jezusa. 

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je ludziom prostym. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie (Mt 11,25n).

Tylko ludzie Jego upodobania, czyli podobni Jemu w owej delikatności i otwartości, mogą usłyszeć Jego głos i rozpoznać Go jako obecnego. Brak poznania Ojca i Syna nie wynika stąd, że Bóg nie chce tego objawienia dać, ale stąd, że my nie chcemy prawdziwie się na nie otworzyć, bo ono wymaga otwarcia serca, prostoty i pokory.

Eucharystia, do której przystępujemy, jest samą prostotą otwarcia się Boga na nas i oddania się w nasze ręce. Eucharystia staje się prawdą w naszym życiu, gdy odpowiadając „Amen” na ten dar, wypowiadamy je z takim samym otwarciem i oddaniem do końca. Wtedy następuje prawdziwa komunia, pełna wymiana i współudział w żywym Bogu przez Jezusa, Jego Syna. To jest dla nas dar i program życia nie tylko indywidualny, ale dla naszych wspólnot. Obyśmy go umieli prawdziwie usłyszeć, odczytać i realizować w życiu. 

O.O. Benedyktyni z Tyńca

Twitter Papieża Franciszka

* Zasady życia *

 

"Różnorodność kulturowego i narodowego pochodzenia, wieku, usposobienia, talentów i uzdolnień jest naszym bogactwem. Chociaż we wspólnocie wykonujemy różne zadania, jednoczy nas to samo powołanie do naśladowania Jezusa i wspólna, zlecona przez Pallottiego misja".(ZŻ, 91)

________________

 

"Centrum naszego osobistego i wspólnotowego życia jest Jezus Chrystus Apostoł Ojca Przedwiecznego. Powierzona przez Niego misja ukierunkowuje nasze myślenie, naszą duchowość, modlitwę, działanie i cierpienie". (ZŻ, 19)

________________

 

"Jako wspólnota uczniów zbieramy się wokół Chrystusa Apostoła Ojca Przedwiecznego. Tak jak uczniowie chcemy żyć razem z Jezusem. On nas będzie posyłał, a gdy wrócimy, w Jego świetle sprawdzać będziemy naszą działalność". (ZŻ, 88)

________________

 

"Naszym szczególnym pallotyńskim charyzmatem jest przyczynianie się do wzrostu wiary i miłości u ludzi świeckich, budzenie świadomości ich apostolskiego powołania i współpraca z nimi w apostolskim posłannictwie". (ZŻ, 21)

________________

 

"Nasze wzajemne stosunki winny być nacechowane miłością, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy i ufa; miłością, która nie unosi się pychą, nie zazdrości i nie rani, która nie rozgorycza się i nie pamięta złego; miłością, która się nie zniechęca, lecz pozostaje przyjazna i cierpliwa; miłością, która potrafi się współweselić i współcierpieć z innymi. W dążeniu do takiej miłości powinnyśmy się wzajemnie zachęcać i wspierać". (ZŻ, 90)